
Rozstrzygnięcie konkursu literackiego
Monday, September 14, 2026
Z przyjemnością ogłaszamy, że jury, po długich obradach, z licznie nadesłanych zgłoszeń wyłoniło zwyciężczynię DziewuCHowego konkursu literackiego!
Pierwszą nagrodę oraz złoty karnet na festiwal literacki Przystanek Polska otrzymuje Anna Piwowarska za tekst "Porządek dnia"! Serdecznie gratulujemy!
***
Anna Piwowarska
Z wykształcenia dziennikarka i kulturoznawczyni. Przez dziesięć lat pracowała jako copywriterka w krakowskich agencjach reklamowych. Autorka książki „Autentyczność przyciąga” (2015 i 2018).
Publikowała eseje i reportaże w „Tygodniku Powszechnym”, „Przekroju”, „Dwutygodniku”, „Dzienniku Literackim”, a krótkie formy prozatorskie w książkowych antologiach i niszowych magazynach.
Wielbicielka literatury pięknej, festiwali literackich oraz sztuk wizualnych.
***
Porządek dnia
Szwajcaria nie interesuje się przeszłością. Nie pyta, czy publikowała książki, prowadziła warsztaty, miała własny język.
Szwajcarię interesuje, czy w domu jest czysto, czy po zdjęciu butów nie zostawiono piasku na podłodze. Porządek jest jedynym językiem, którego nie trzeba się tu uczyć. Rozumieją go wszyscy.
Kobieta przyjechała za pracą męża. Tak brzmi oficjalna wersja. W praktyce jedno z nich zachowało zawód, drugie otrzymało czas. Czas uchodzi za luksus wśród ludzi, którzy nie muszą z nim spędzać całego dnia.
Kobieta utrzymuje, że pisze. Dom nie potwierdza tej wersji.
Pralka rozpoczyna program. Jest tym urządzeniem w domu, które zna godzinę zakończenia swojej pracy. Pisanie nie przewiduje sygnału dźwiękowego. Nic dziwnego, że dom bardziej ufa pralce.
Kobieta otwiera komputer. Stojące w wazonie tulipany przypominają o sobie. Tulipany wymagają wymiany wody mniej więcej co dwa dni. Strona potrafi czekać kilka tygodni. Z tego powodu kwiaty wygrywają.
Kobieta siada przed komputerem. Patrzy w okno. Dostrzega pyłek na parapecie. Pyłek jest wyjątkowo dobrze zorganizowany. Nigdy nie pojawia się cały naraz. Zawsze w ilości wystarczającej, by uzasadnić odłożenie zdania na później.
Dom zresztą od dawna już nie posługuje się zdaniami. Wystarczają mu czasowniki. Załadować. Rozładować. Powiesić. Zdjąć. Złożyć. Schować.
Każda z tych czynności trwa kilka minut. Minuty potrafią połykać dzień.
Biała kartka to wyzwanie i niewiadoma. Dom jest przewidywalny i wyrozumiały. Nie wymaga talentu. Wystarczy uważna obecność.
Dom zawsze znajdzie dla niej coś do zrobienia. Poduszkę trzeba poprawić. Widelec odnieść. Piórko podnieść i wyrzucić.
Dom nie wymaga wielkich czynów. Wystarczy gotowość do nieustannego korygowania świata o grubość okruszka.
Kiedyś produkowała zdania. Teraz produkuje porządek. Dobrze wykonany porządek nie pozostawia śladów. Dom najwyżej ceni pracę, której nie widać.
Kobieta otwiera dokument.
Kursor miga.
Pralka kończy ostatni program.
Dokument pozostaje pusty. To również forma porządku.
słowa kluczowe:
dom
pranie
pisanie
#LitaniaDoPrania
Bibliografia:
Albo lista książek, które w szczególny sposób patronowały pisaniu tego tekstu:
Jolanta Brach-Czaina „Szczeliny istnienia”
Lucia Berlin „Instrukcje dla pań sprzątających”
Elfriede Jelinek „Pianistka”
George Perec „Człowiek, który śpi”, „Życie instrukcja obsługi”
***
Jury postanowiło również przyznać wyróżnienie dla Ewy Szelągowskiej za tekst "Listy z raju".
***
Informacja o autorce:
Ewa Szelągowska - ur. w 1985 roku. Pochodzi z Wrocławia, gdzie studiowała Filologię Niderlandzką. Obecnie pomieszkuje w Bazylei i w górach. Pisze, tłumaczy i czyta, bo lubi. Czasami tworzy też muzykę. Interesuje się tożsamością, ulotnością i przepływami.
***
Listy z raju
Cudzoziemianka
Prolog
Oślepiają mnie światła. Czuję zbliżający się tępy ból w głębi czaszki. Jego głos dochodzi do mnie z daleka. Staram się skupić na słowach, aby zagłuszyć szum w głowie.
- Powinna Pani odpocząć. Wypiszę Pani zwolnienie na dwa tygodnie.
- Dobrze, ale dopiero od piątku. W czwartek muszę być jeszcze w biurze. - Przestał pisać, popatrzył na mnie z delikatnym uśmieszkiem.
- Myślę, że powinna Pani być na zwolnieniu od dzisiaj. Jest piękna pogoda, proszę pójść na spacer. Zapiszę Pani leki na sen.
Przytaknęłam i zamknęłam oczy. Wewnętrzny krzyk paniki zagłuszył szum w uszach.
***
Paprocie przykrywają ścieżkę, którą idę w poprzek zbocza. Wieczorne niebo i rzeka mają taki sam odcień szarego błękitu. Piasek wpada do sandałów przy każdym kroku, obciera stopy. Wszyscy czekają już na mnie na polanie. Mieszkam od sześciu lat w Szwajcarii, ale ciągle nie jestem punktualna.
Siadam tuż przy ognisku, pomimo tego, że jest mi gorąco. Anna podchodzi do mnie i siada obok. Uśmiechamy się do siebie. W prawej dłoni trzyma zwitek papieru, bawi się nim przekładając go nieustannie pomiędzy palcami. Inni ściskają podobne karteczki.
Dokładam kilka patyków do ognia, aby zrobić coś z moimi pustymi rękoma.
Karina zaczyna mówić jako pierwsza. Po chwili wrzuca zwitki do ognia. Następne osoby mówią, niektórzy płaczą, coraz więcej karteczek płonie w ognisku. Nadchodzi moja kolej.
- Nie mam nic do spalenia - mówię moim chwiejnym niemieckim. Widzę zdziwione spojrzenia, no tak, przecież znowu robię coś po swojemu. Patrzę na Annę i kiwam lekko głową na znak, że teraz jej kolej.
Gdy już skończyliśmy, ktoś włącza muzykę. Zaczynamy tańczyć. Rytm muzyki i naszych oddechów przyspiesza. Tło zaczyna się rozmazywać, las staje się jedną wielką czarną otchłanią.
Po jakimś czasie oddalam się od tańczącej grupy i kładę się na wilgotnej trawie.
Patrzę na nocne niebo pełne gwiazd, galaktyk, satelit i innych rzeczy, o których nie mam pojęcia. Ktoś zdyszany siada obok mnie. Słyszę znajomy śmiech.
- Super, uwielbiam tańczyć, a ty? - mówi głos Anny.
- Ja też, ale wolę patrzeć na gwiazdy.
Przez dłuższą chwilę słychać tylko cykady i przytłumioną muzykę.
- Dlaczego nic nie spaliłaś? - zapytała w końcu.
Biorę głęboki wdech i mówię cicho:
- Nie uważam, że można siebie z przeszłości oddzielić od siebie teraz. To wszystko to jestem ja. Nie chcę palić nawet małej cząstki siebie.
- To w jaki sposób chcesz wyzdrowieć? Pewne rzeczy trzeba przecież zmienić, tak nam mówią codziennie lekarze, terapeuci.
- Ale ja nie chcę się zmienić - odpowiadam. - Najpierw chcę zobaczyć, kim naprawdę jestem.
Leżymy jeszcze do północy na trawie, patrząc na odległe gwiazdozbiory, które pulsując przekazują nam wiadomości z przeszłości, a może też znaki na przyszłość.
Epilog
Kręcę się na krześle. Białe ściany, przede mną ogromne okno z widokiem na chaotyczny Aeschenplatz. Krzyżuję nogi, uśmiecham się lekko do wchodzącej kobiety.
Podaje mi szklankę wody i mówi:
- Przejdę od razu do głównego powodu naszego spotkania, żeby nie zatrzymywać Pani zbyt długo. - Szybki strzał, którego się spodziewałam.
- Z raportu medycznego wynika, że nie ma pani przeciwwskazań zdrowotnych do powrotu do pracy. W związku z tym zamykamy Pani sprawę u nas. Co Pani o tym sądzi?
Ktoś odpowiada:
- Rozumiem. Czyli już nie jestem chora?
Kobieta rozplata dłonie i kładzie je lekko na stole. Patrzymy na siebie w ciszy.
- Tak, taką opinię wydali zarówno psycholog jak i psychiatra po konsultacji z Panią.
Nie przypominam sobie, żebym rozmawiała z psychiatrą. Ale jakie to ma znaczenie.
- Czy chciałaby Pani jeszcze o czymś ze mną porozmawiać?
- Nie, dziękuję za pomoc.
- Życzę sukcesu w szukaniu nowej pracy. Nowy start, nowe możliwości. Miłego dnia, do widzenia.
- Dziękuję, do widzenia.
Na zewnątrz robię głęboki wdech i wydech. Patrzę, jak tramwaje przyjeżdżają na przystanki. Kłębią się i przeplatają niczym węże na środku placu, aby po chwili odjechać.
W cieniu platanów idę w kierunku Renu. Słychać grzmoty, które przyszły wcześniej niż zapowiadano. Nowy start, nowe możliwości - powtarzam bezgłośnie.
***
Dziękujemy wszystkim uczestniczkom i uczestnikom za nadesłane teksty i mamy nadzieję, że ze wszystkimi zobaczymy się na Przystanku Polska, na którym warto się na chwilę zatrzymać.
No comments yet
