Lekcja biznesu, czyli dlaczego nie zorganizuję już projekcji filmu „Dom dobry”.

Lekcja biznesu, czyli dlaczego nie zorganizuję już projekcji filmu „Dom dobry”.

Sunday, December 28, 2025

Zaczęło się od rozmowy. 

„- Karin, ty chodzisz często do kina. Gdzie będzie projekcja filmu „Dom dobry” w CH? I kiedy?

- Nie wiem. Lecę do Polski, tam pójdę do kina.”

A potem:

„- Wiesz co, Karin, a może by tak namówić jakieś kino w Zurychu na projekcję? Myślę, że wiele Polek chciałoby go zobaczyć. 

- Mówiłam Ci, że lecę do Polski. Ale jeśli chcesz, mogę zapytać w Riffraff. Oni w przeszłości puszczali polskie filmy. Mogę też napisać email do kina w Weil am Rhein (DE) i zapytać, skąd mają film. 

- Ty napisz do Weil am Rhein, a ja napiszę do Riffraff.”

Kierownik kina w Weil am Rhein odpisuje: „prawa do projekcji filmu nie należą do nas, lecz do firmy Magnetes Pictures”. Zaprasza nas serdecznie na seans u siebie. Riffraff informuje, że filmu nie wyświetlą, bo nie ma szwajcarskiego dystrybutora, ale możemy wynająć u nich salę kinową. Tyle że budżet musi się spiąć, w wynajem Riffraff za 600 CHF (lub więcej) jest poza naszym zasięgiem. 

Na stronie Magnetes Pictures znajduję informację, że mają prawa dystrybucyjne na UK i UE. O Szwajcarii - nic. Szukamy dalej. 

Niezależnie od siebie (Karin i ja) znajdujemy informację, że dystrybutorem w Polsce jest Warner Bros. Kolejne pół godziny szukania kontaktu do osoby, która może odpowiedzieć na pytanie: jak zorganizować projekcję w Zurychu. Bingo! Mam dwa adresy e-mail. Piszę. Dostaję dwie zwrotki: Pani A. jest na L4 i prosi, aby skontaktować się z Panią B. A Pani B. jest na urlopie i odpowie na wiadomość za dwa dni. 

Po dwóch dniach dostajemy e-mail z informacją, że prawa do dystrybucji w Szwajcarii sprzedano firmie Magnetes Film, która dostaje tę samą wiadomość w cc. 

Dwa dni później rozmawiam z wielkim Szefem – dystrybutorem. Mówię mu, kim jestem, skąd dzwonię; wyjaśniam, że nie znam zasad i nigdy nie organizowałam pokazów filmowych. Pytam, co mam zrobić, żeby przekonać kino w Zurychu do wyświetlenia filmu, bo Polonia czeka. Pan Szef, który oprócz tego, że nie może konkurować z Netflixem (nie wiem, po co mi ta informacja), mówi: „Pani Beatka wyśle do pani informacje o zasadach projekcji oraz listę kin (dwa), z którymi współpracowaliśmy w Szwajcarii”. 

Hasło „Pani Beatka wyśle” mrozi mi skórę na głowie, ale trudno - może tak ma być. Jakaś polska feministka w Szwajcarii nie zmieni przecież patriarchalnego sposobu bycia Szefa w czasie jednej rozmowy. „Pani Beatka” rzeczywiście wysyła e-mail, tylko że mało w nim konkretów: 6 zdjęć/ plakatów, streszczenie, obsada. Kolejne minuty poświęcam na e-mail, w którym mam ochotę napisać „ludzie, ogarnijcie się”, ale grzecznie, po angielsku, informuję, że chyba wystąpiły zakłócenia komunikacyjne, bo wszyscy znamy obsadę, streszczenie i zajawki z YT. A ja potrzebuję konkretów. 

Tym razem dostaję samo gęste: film jest w takim a takim formacie, kino musi go obsługiwać, napisy tylko po angielsku, a podział przychodów opiera się na sprzedaży netto biletów: 45% bierze dystrybutor, 55% zostaje dla kina. 

Hmmm... Zaczynam liczyć, ile biletów musimy sprzedać i po jakiej cenie, żeby pokryć ewentualne koszty wynajmu i nie popłynąć. 

Wrzucam post na DziewuCHy Szwajcaria – grupa. Około 60 osób deklaruje chęć przyjścia. Ale są też komentarze w stylu: „przyjdę, ale tylko wtedy, gdy termin będzie mi pasował”. Projekcja ma sens, ale tabelki świecą się na czerwono przy cenie biletów porównywalnej do regularnej ceny w kinie.

Liczę.

Riffraff odpada - wynajęcie tego kina jest za drogie. 

Ewa podpowiada kina, które kiedyś wyświetlały polskie filmy. Piszę do kina w Dietikon - najbliższy wolny termin za 3 miesiące. Odpada.

Piszę więc do kina Claudia w Kloten, które kilka lat wcześniej wyświetliło polski film „Ania” od tego samego dystrybutora. Odpisują, że mogę wynająć kino. Oni sami pokazu nie zorganizują, bo kino jest raczej dla ich lokalnej społeczności. No dobra, myślę, ceny niższe niż w Riffraff, więc pytam o szczegóły: czy muszę zapłacić za technika i technika filmowego? Czy potrzebuję nagłośnienia? Jakie są dodatkowe koszty? Czekam na odpowiedź trzy dni. Cisza. 

Na stronie kina Claudia znajduję link do kina2, a tam numer WhatsApp (z dopiskiem: tylko WhatsApp!). Okazuje się, że to numer do pana Freddiego, który „puszcza” filmy z Bollywood („puszcza” to najbardziej odpowiednie określenie opisujące jego pracę). Jego odpowiedzi są bardzo lakoniczne: „Ja”, „nein”, „ich habe email”. Przy każdej próbie połączenia głosowego, odpisuje, że nie ma czasu. 

W końcu udaje nam się połączyć. Ustalamy termin na 18 grudnia, godzinę 18. Freddy obiecuje link do sprzedaży biletów oraz plakat. Sukces! Wrzucam informację na nasze social media, przede wszystkim na FB: 

„Specjalny pokaz filmu Dom dobry, zorganizowany przez stowarzyszenie DziewuCHy Szwajcaria, odbędzie się...”.

Dwa dni później dostaję wiadomość z kina Claudia: 

„Droga Pani, kino mamy zarezerwowane, terminy zaproponowane przez panią są niedostępne, najbliższy wolny termin to 28 grudnia”. 

Ups. Odpisuję: „Szanowny Panie, rozmawiałam już z przedstawicielem kina Claudia. Umówiliśmy się na projekcję 18 grudnia.” Odpowiedź: „Z kim pani rozmawiała? 18 grudnia kino jest wynajęte.” 

Nie będę szczegółowo opisywać kolejnych korespondencyjnych perypetii. Dowiaduję się, że pan Freddy wynajmuje kino i właśnie na 18 grudnia ma rezerwację - podobnie jak na inne dni i weekendy w najbliższym czasie. Freddy odpisuje skąpo albo wcale, nawet gdy informuję go o tym, że zarządzający kinem poinformowali mnie o rezerwacjach na najbliższe tygodnie (dostaję link do kalendarza rezerwacji). Oszczędny w słowa odpisuje „alles gut” albo „everything is ok”, nawet gdy wrzucam jego adres e-mail do cc korespondencji z dystrybutorem. Przez tydzień obiecuje mi link do zakupu biletów i codziennie mówi, że prześle go „jutro”. W końcu, 5 dni przed projekcją, link dostaję.

Czwartek, 18 grudnia, godz.16:03, wsiadam do pociągu w moim Mellingen. Dostaję wiadomość od Freddiego: „dystrybutor nie wysłał klucza na filmu, nie mogę zrobić projekcji”. 

Dzwonię do przedstawicielki dystrybutora. Nikt nie odbiera. W końcu oddzwania do mnie pani Beata i mówi, że pan Freddy nie odpisuje na wiadomości, nie podał adresu e-mail, na który ona ma wysłać kod odblokowujący projekcję. Profesjonalista. Jest 18 grudnia, godzina 16:30. Freddy odpisuje na whatsapp: „alles gut. Ich habe email.”

Projekcja się odbywa. Bilet kosztuje 22 CHF. Pytam Freddiego: „dlaczego tyle?”. Mówi, że to z powodu małej liczby widzów. Z ponad 100 osób, które wyraziły zainteresowanie pisząc do nas na dziewuchy.schweiz@gmail.com oraz na mojego whatsappa, przychodzi 85 osób (sala kinowa ma 230 miejsc).

A teraz kilka słów o tym, dlaczego nie zorganizuję/nie zorganizujemy już projekcji filmów w kinie Claudia.

Freddy od początku mówił, że chce 50% od sprzedaży biletów. Dystrybutor bierze 45%. Zaproponowałam więc, aby 5%, które pozostaje, zostało przelane na konto stowarzyszenia DziewuCHy Szwajcaria. To niewiele - z 1870 CHF po odliczeniu podatków, 5% to 90 CHF. Nie odzwierciedla to w żaden sposób nakładu pracy włożonej w organizację wydarzenia. 

Dystrybutor zaproponował, że może nam zapłacić 5% od swojej części (zanim dowiedział się, że 5% zostaje po odliczeniu doli kina i dystrybutora). Freddy nie był tak hojny. Sprzedał popcorn, przywieziony w worku z hurtowni, czipsy z poprzedniego seansu, kawy i napoje - zarobił. Oczy zaświeciły się na widok tłustych banknotów. Powiedział, że z e-maili wynika, że mogę wziąć 5% od dystrybutora, czyli 44.9 CHF, więc on mi je chętnie da teraz, w gotówce. 

Zabrał swoje 898 CHF za projekcję filmu (plus „popkornowe”) i zaproponował, że może robić z nami takie interesy częściej, nawet co dwa tygodnie, a może i bilety mogłyby być tańsze, jeśli zorganizujemy większą grupę. Biznes. 

Podziękowałam uprzejmie za te 44,9 CHF i ich nie wzięłam. Mimo że każda kwota się liczy, poczułam się, jakby ktoś mi napluł na buty, bo nie stać go nawet na to, żeby w momencie wypuszczania śliny z otworu gębowego spojrzeć mi w oczy. 

Nie myślałam o tej projekcji jako o interesie dla DziewuCH. Chciałam, żeby film pojawił się w Zurychu i żeby osoby, które w najbliższym czasie nie wybierają się do Polski, mogły go obejrzeć. Dlatego nie wzięłam na nas ryzyka wynajęcia kina i projekcji prywatnej. Jeśli Polonia deklaruje, że przyjdzie na wydarzenie, które organizujemy, to realnie przychodzi 60% - nie więcej. A my jako stowarzyszenie dysponujemy zbyt małymi środkami, aby ryzykować. 

Nie będziemy współpracować z panem Freddym, nawet gdyby bilety specjalnie dla naszej publiczności kosztowały 15 CHF, a popcorn był za darmo. Nie ma znaczenia, która z nas miałaby organizować grupę chętnych: 44,9 CHF na rzecz stowarzyszenia za pracę, która została wykonana to jest chichot ze mnie i z mojej pracy. Gdybyśmy wynajęły kino i same zorganizowały pokaz, pracy byłoby – śmiem to napisać – mniej. Czuję się wykorzystana.

PODZIĘKOWANIA

Ogromnie dziękuję tym, które przyszły/ którzy przyszli na projekcję oraz wszystkim tym, które dziękowały mi za zorganizowanie tej projekcji. To było wzmacniające. Dziękuję też Dominice T., która poświęciła swój czas i wyjaśniła zawiłości projekcji kinowych i współpracy z dystrybutorami.

Jeśli chcecie wesprzeć stowarzyszenie DziewuCHy Szwajcaria, możecie to zrobić zawsze:

- przychodząc na nasze wydarzenia, 

- komentując posty (to poprawia naszą widoczność w social mediach) 

- wspierając nas finansowo.

**********

Stowarzyszenie DziewuCHy Szwajcaria jest organizacją non-profit, zwolnioną z podatku ze względu na działalność pożytku publicznego. Zgodnie ze szwajcarskim prawem podatkowym każda wpłata na nasze konto (od 100 CHF rocznie) oznaczona jako „spende” / „donazione” / „don” może zostać odliczona od podatku. Przy rozliczeniu podatku wymagany jest dowód wpłaty. 

Verein Dziewuchy Szwajcaria

Bodenacker 10

5046 Zuerich

IBAN CH23 0900 0000 1562 1260 6

BIC POFICHBEXXX

Kontonummer: 15-621260-6

No comments yet
Search